Jack Strong

wypadek ciąg dalszy

Po kilkunastu godzinach budzę się na sali. Kolejne procedury, wizyty lekarzy. Hektolitry kroplówek. Przetaczanie krwi. Rozmowy z lekarzami – będzie dobrze, operacja się powiodła, ale czekamy co będzie. Najbliższe doby są wiążące, będą kluczowe.

Minęło sześć dni. Podczas kolejnej wizyty lekarskiej okazuje się, że jest coś nie tak. Przychodzi lekarz prowadzący i informuje mnie, że sytuacja jest krytyczna, są podjęte kolejne kroki, by ratować nogę, ale bez poprawy. Kolejna rozmowa to podjęcie decyzji – czekamy dalej, ale ryzyko zatoru, a tym samym śmierci wzrasta z minuty na minutę, albo noga zostanie amputowana, i uratuję swoje życie. Decyzja należy do mnie, ale czasu nie mam zbyt wiele.

Zadzwoniłem do mamy. Powiedziałem Jej tylko, że przygotowują mnie do kolejnej operacji. Do amputacji nogi.

Po kilkunastu godzinach obudziłem się bez połowy lewej nogi.

A mecz Górnika zakończył się remisem, 2:2.