Jack Strong

Kulawa miłość

Amputanci często dzielą życie na czas przed amputacją i po amputacji. Amputacja to taka granica w życiu, nowy rozdział. Do wypadku byłem młodym i pewnym siebie mężczyzną. Nie miałem najmniejszych problemów z nawiązywanie nowych znajomości, z poznawaniem ludzi. Byłem bardzo towarzyski, lubiłem dobrą zabawę i wzajemne zainteresowanie. Moje tamtejsze aktywności i hobby też wymagało otwarcia na nowe kontakty interpersonalne. Na mój indywidualny sposób byłem „królem” swojego życia, które bardzo mi odpowiadało.

Samoocena.

Zaraz po wypadku zastanawiałem się, czy utrata nogi wpłynie na moją pewność siebie? Czy wpłynie na odbieranie mojej osoby przez pryzmat niekompletności, niepełnosprawności? Czy proteza nie będzie odstraszała ode mnie ludzi, szczególnie kobiet?

Ogólna samoocena i wartość mojej osoby została mocno obniżona. Oczywiście, że nie do tego stopnia by zamknąć się w domu i powiedzieć społeczeństwu NIE.  Nie pozwolili mi na to i koledzy i rodzina, którzy ciągle przy mnie byli. Ale jednak drastyczna zmiana wizualna, ta niekompletność, mocno mną wstrząsnęła. Główną moją obawą, młodego chłopaka w którym buzują hormony, było pytanie: „jak na moją niepełnosprawność będą reagować kobiety?”. Czy nie będzie je to odpychać? Czy nie będą się po prostu tego bały? Czy, zaglądając już w przyszłość, nie będzie to problemem do założenia rodziny? Pytań w tym kontekście było więcej i coraz więcej…

Po pierwszych tygodniach po amputacji, gdy już zacząłem dochodzić do siebie, zdałem sobie sprawę, że moje życie się zmieni w wielu dziedzinach. Już wiedziałem, że pozbieram się fizycznie, a psychicznie – cóż, musiałem sobie dać czas. Bardzo bałem się wyjścia do ludzi. Bałem się tej reakcji społeczeństwa. Wiedziałem, że rodzina i koledzy mnie akceptują, takiego niekompletnego, ale co z ludźmi w sklepie, na chodniku, na stadionie? Nie było to aż takie straszne. Chodziłem w dresach, chowałem się w ubraniach, ale to był krótki czas. Było mi po prostu za gorąco, przecież zakończyłem leczenie w upalnych miesiącach i noszenie długiego spodni to była męka. Sam oswajałem się z sytuacją, zakładając krótkie spodenki (łatwiej było zadbać o higienę kikuta, a później już, chodząc w protezie – mogłem szybko się rozpiąć protezę, kolejny plus by nosić krótkie spodenki). Oswajałem się z reakcjami obcych ludzi. Taka kulawa miłość. Musiałem pokochać siebie, takiego niekompletnego.

Damsko-męskie.

Kobiety? O, tu jest sporo wątków, które nie zawsze kończyły się tak jak chciałem. Bywało naprawde bardzo różnie. Jedne znajomości nawet nie zdążyły się rozpocząć, bo informacja – nie mam nogi, chodzę o protezie – była odstraszająca, zniechęcająca (do dzisiaj nie wiem dlaczego). Nie robiłem z tego problemu, nie to nie. Inne kobiety – były zainteresowane, gadka – szmatka, kawa, randka, niekompletność niby schodziła na drugi plan, nie przeszkadzała, ale znów – zdarzyła się sytuacja, gdy nie mogłem się pojawić na randce, bo nie mogłem chodzić. Po prostu. I znów znajomość się zakończyła. Zainteresowanie – bardziej było moim życiem, jak żyję bez nogi, jak się chodzi. Ale to była ciekawość przypadku, nie zainteresowanie moją osobą. I znów koniec znajomości. Oczywiście, że były też takie sytuacje, że dziewczyna widząc protezę, nie chciała ze mną rozmawiać, wyszła z mieszkania bez słowa. Normalna sprawa, widocznie tego nie rozumiała lub nie była na to gotowa.

Untitled design-7

Akceptacja.

Trochę lat już minęło. Długo byłem sam, musiałem najpierw pokochać siebie, by potem pokochać jeszcze jedną osobę, a ona mnie. Miałem chwile zwątpienia, odpuszczałem. Dzisiaj wiem, że wszystkie zmartwienia i pytania związane z kobietami, ze związkami były potrzebne i bardzo dużo mnie nauczyły. Od tygodnia jestem żonaty, mam żonę, którą poznałem już po wypadku. Mam żonę, która w pełni akceptuje moją niepełnosprawność, moje humory i złe dni. Czy brak nogi jej przeszkadza? Nie, i to w dużej mierze dzięki protezie, która w niczym mnie nie ogranicza i dzięki tej wzajemnej akceptacji. Mieliśmy wiele rozmów, o tym, co będzie gdy będzie reamputacja, nie będę mógł chodzić, będę musiał mieć długotrwałą rehabilitację, co z dziećmi i opieką nad nimi, i wiele innych wątków… Dogadaliśmy się i jesteśmy już razem na całe życie.

Nie bójmy się kontaktów z innymi ludźmi, nie bójmy się spotykać i kochać. Niepełnosprawność nie czyni nas gorszymi. Każdy z nas ma uczucia, ma serce i ma potrzeby. Nie bójmy się żyć pełną piersią korzystać z każdego dnia w 100 %. Ale najpierw zaakceptujmy sami siebie, pokochajmy siebie kulawą miłością.