Jack Strong

Pierwsza proteza

Jeszcze przez 5 dni po wypadku była walka o zachowanie nogi. Po tym czasie jednak nastąpił kryzys i została podjęta decyzja o amputacji lewej nogi poniżej kolana. Nie miałem pojęcia, jak będzie wyglądało moje życie po tej operacji.Brak jakiekolwiek wiedzy na ten „co dalej?” i zero styczności z takim przypadkiem do tej pory rodził we mnie masę pytań. Podczas pobytu w szpitalu nie została mi przekazana żadna wiedza na temat protez, protezowania. Nawet któryś z lekarzy rzucił stwierdzenie „nie martw się, przykleją ci protezę to nawet różnicy nie zobaczysz i zaraz o tym zapomnisz”. Jedynie szczątkowe informacje, które gdzieś tam udało mi się zdobyć zaczęły budować jakiś pogląd na moją przyszłą nową nogę.

Poszukiwania pierwszej protezy

Po wypisaniu ze szpitala i długiej rehabilitacji, zaczęliśmy się rozglądać z rodzicami za protezą. Odwiedziłem trzy pracownie protetyczne. Wizyta w każdej z nich wiele mnie nauczyła.  Nie usłyszałem pytań – czego oczekujesz od protezy, jak chciałbyś żeby wyglądała Twoja noga. Nie zapytano się też o to, czy wiem cokolwiek o protezie. Pierwsze i ostatnie pytanie jakie mi zadano brzmiało – ile masz pieniędzy do wydania?

Przełomowym momentem było trzecia wizyta w kolejnej już pracowni i  spotkanie protetyka, o ogromnej wiedzy i wielkich umiejętnościach, który faktycznie najpierw zajął się tym, co wiem, czego od niego  oczekuję.

Tego protetyka poznałem podczas mojej rehabilitacji. Kontakt z nim miałem dosyć łatwy, bo jego gabinet mieścił się niedaleko miejsca, gdzie codziennie miałem zajęcia. Dużo czasu spędziłem w  pracowni (byłem ciekaw wszystkiego o protezach), widziałem jak stawia ludzi na nogi. Widziałem też jakim ludziom pomaga – od najmłodszych dzieciaków po wypadkach czy z wadami wrodzonymi do seniorów z amputacjami po cukrzycy czy chorobach krążeniowych. To mi pomogło zrozumieć, że nie jestem w stanie sam i, że trafiłem do odpowiedniej osoby.

Pierwsze kroki na protezie

Gdy proces hartowania kikuta był już dość zaawansowany, a sam kikut przygotowany do protezowania, podjęliśmy z protetykiem decyzję o rozpoczęciu prac  na moją pierwszą protezą.

Z samego rana pojawiłem się w pracowni, gdzie na kikucie zostały naniesione tajemnicze kreski, a następnie opatulony gipsem. Gdy owa skorupka zastygła na kikucie i została z niego zdjęta, okazało się, że to jest właśnie moja pierwsza miara na lej protezowy. Z tej gipsowej miary powstał testowy lej protezy. Później już było z górki, lej został połączony z resztą wcześniej przygotowanych dla mnie  podzespołów protetycznych i zobaczyłem pierwszy raz swoją nową nogę.

IMG_0018

moja pierwsza proteza – lipiec 2009

Proteza gotowa, czyli próbuję chodzić! W końcu! Ogromnie się bałem, ale miałem jeszcze większe chęci, żeby spróbować, żeby włożyć tam, w tej lej, swojego kikuta i zacząć znowu chodzić. Byłem ogromnie podekscytowany, że będę chodził!

Protetyk starał się oczywiście trochę temperować moje emocje, że to dopiero początek nauki chodzenia, że jeszcze długa droga. I ostrzegał, żebym się nie przejmował, jeśli na początku będzie ciężko. Ale ja w głowie już miałem tylko jedno, znów chodzić, tak jak dawniej…

Poinstruowany co i jak mam zrobić, założyłem na kikuta liner (taką silikonową wkładkę), na to pończochę protetyczną (taka bawełniana skarpetka). Na koniec całość włożyłem do leja protezowego. Moje pierwsze odczucie po założeniu protezy? Dziwny stan – tu coś uciska, tam trochę boli, kikut wsadzony w plastikowy lej, przymocowany do czegoś co przypomina stopę schowaną już w moim bucie. To wszystko było do zaakceptowania. Znów miałem nogę!

IMG_0027

pierwsze kroki na protezie lipiec 2009

Po kilku chwilach słyszę masę pytań, czy boli, co się dzieje, jak się czuję, co odczuwam. Ja jak na spowiedzi opisuję wszystko, centymetr po centymetrze. Jak widać na zdjęciu powyżej, trochę niepewnie stoję i boje się obciążyć protezę. Ostatnie poprawki, chwila skupienia, głęboki oddech i w drogę. Na początku dla bezpieczeństwa chodzę z asekuracją w poręczach. Co za uczucie, radość nie do opisania. Po tylu miesiącach znów chodzić na dwóch nogach. Morda cieszyła mi się ogromnie. Pisząc to i dalej mam uśmiech na twarzy, gdy to wspominam, a wydaje mi się jak by to było wczoraj.

IMG_0028

A w tle Kuba – pełna analiza

Ku swojemu zdziwieniu i Kuby po kilku minutach chodziłem już bez asekuracji, jeszcze trochę niepewnie ale z każdą chwilą coraz lepiej. Najlepszą nowiną tego dnia było to, że mogę jechać do domu już w protezie. Po kilku dniach gotowy był też już mój lej ostateczny – wykonany z włókna węglowego z małymi moimi dodatkami.

nogi

moja pierwsza proteza – sierpień 2009

Protetyk Twój Przyjaciel

Po siedmiu latach na protezie, jedno wiem, że dobrze zrobiłem nie przywiązując wagi do nazwy i „sławy” zakładu protetycznego.

Poznałem protetyka, z którym od razu złapaliśmy wspólny język i zaczęliśmy współpracować. To jest bardzo ważne, bo owszem trzeba pamiętać o zdolnościach manualnych protetyka, ale przede wszystkim o jego podejściu do pracy z człowiekiem. Dostępne podzespoły i komponenty  każdy może wykorzystać i poskładać protezę. O wiele trudniej jest zbudować relację z amputantem, który musi zaufać obcej osobie.

Twoja relacja z protetykiem powinna być oparta na wzajemnym zaufaniu, a nie zasadzie sprzedawca – kupiec. To nie o to chodzi. Musisz zaufać, tak jak ufałeś rodzicom przy nauce chodzenia czy przy pierwszej jeździe na rowerze.

Dzięki Kuba!

J.