Jack Strong

Runmageddon! Czyli niemożliwe nie istnieje!

Do trzech razy sztuka, tak mówi przysłowie. W moim przypadku ten trzeci raz, trzeci Runmageddon wypadł w Szczyrku. Można się przyczepić, że cały cas ten sam dystans, że ten sam stopnień trudności. Ale nic bardziej mylnego! Poznań, w 2015 roku, był kwintesencją błotnistego biegu. To było też pierwsze poważniejsze spotkanie protezy z wilgocią. Gdynia, w 2016 roku, pozwoliła protezie zmierzyć się z piaskiem. Każdy amputowany wie, że piasek jest drugim po wodzie najgorszym wrogiem protezy. Gdy te dwa runmaggedonowe ‘żywioły’ miałem opanowane, czas mi było zmierzyć się sam ze sobą i swoją fizycznością. Za protezę i wszystkie inne części mojej “nogi” byłem pewny i wiedziałem, że nie zawiodą. Jedynym znakiem zapytania byłem ja sam. Czy dam radę fizycznie w Górskim Runmageddonie?

fot.Piotr Naskrent / Maratomania.pl

obawy

Jakie były moje największe obawy przed samym startem? Oczywiście, że podbiegi. Dobrze znam stoki Szczyrkowskiego Ośrodka Narciarskiego. Byłem tu przecież kilka razy na snowboardzie, jedyna różnica była taka, że wtedy wyciągami wciągano mnie na samą górę, a teraz jestem zdany na silę “własnych” nóg. A brak nogi sprawia, że podczas podbiegów zużywam blisko 30-40% energii więcej od pełnosprawnych biegaczy.

Jak wyglądała trasa?

Organizatorzy zafundowali nam na samym początku rundkę z drewnianym balem. Marszobieg w górę i w dół. To wtedy zorientowałem się, że zbiegi/zejścia będą o wiele trudniejsze technicznie niż podejścia. Ale pierwsza przeszkoda już była z głowy. Jest Runmageddon to musi być mokro. Kolejna przeszkoda to dość długie podejście wzdłuż górskiego strumyku. Maksimum uwagi z mojej strony, jeden niewłaściwy krok i wywrotka miałbym gwarantowaną. Wielkie podziękowanie dla kolegi, który pomógł mi w pewnym momencie utrzymać równowagę. (Gdyby nie Ty, mogło się to źle skończyć, dla mnie. Dziękuję!) Pierwsze 3 km to podejście pod Małe Skrzyczne. Dla jednych podejście, dla mnie wspinaczka. Po drodze takie urozmaicenia jak pajęczyna (moja ulubiona przeszkoda). Żeby było ciekawiej, to z dwiema oponami na barkach w pakiecie. Gdy już myślałem, że najgorsze za mną, to przed oczami pojawia się kolejne podejście. Z tymi samymi oponami musiałem się wspiąć na najwyższy punkt trasy.

Gdy skończyły się podbiegi i myślałem, że teraz to już “z górki” to, owszem, było z górki. Zaczęły się zejścia i zbiegi. “O w końcu sobie odpocznę”, tak sobie pomyślałem. Tak, skończył się męczący marsz pod górę, ale zaczęło się ciężkie technicznie zejście w dół. Zdjęcie powyżej idealnie pokazuje jak kończy się chwila nieuwagi. W międzyczasie, ścianki, drabinki, zasieki i “chodzenie po linie” czyli wszystko co runmageddończycy lubią najbardziej. Ostatnie wejście pod górkę i jest to na co czekałem cały bieg. Zjeżdżalnia 🙂 mega przeżycie, radość i uśmiech od ucha do ucha. Niekontrolowany zjazd do wody i pierwsze mega ochłodzenie. Tak, to było to!

Najlepsze co jest na Runmageddonie! chce jeszcze 😀 | fot.Patrycja Pietrzak/Maratomania.pl

Od tego momentu meta już była na wyciągnięcie ręki. Nawet marsz pod kolejną górkę z workiem pomimo ciągłego ślizgania się nie sprawiał problemu, bo meta była już tuż tuż. Skok na indianie, helikopter, 3m ściana i multiring. Taka była kolejność przeszkód na samym końcu trasy. Tylko multiring mnie pokonał, zatem szybkie karne burpressy i dalej jazda do przodu!  Ostatnia “końska” ścianka i ochłoda w przed samą metą w lodowej. Udało się!

Meta!

Najprzyjemniejszy moment to gdy już jesteś za linią mety i nawet już nie pamiętasz tego bólu, tej chwilowej bezsilności, tego, że chciałeś zejść z trasy. Udało się. Jestem na mecie, zrobiłem to! W tym momencie znów jestem królem świata i nic innego się nie liczy. Kolejny Rumangeddon zaliczony. Jakby to powiedzieli jurorzy pewnego TV show – 3 x na tak!

To miał być ostatni Rumangeddon rekrut w jakim brałem udział. Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Planuję kolejny sezon i większe kolejne wyzwania. Czas zrobić krok naprzód i podnieść poprzeczkę. Chcę sprobować ukończyć dłuższy dystans, tzw. classic. To jest runmaggedonowy cel na przyszły sezon. Czy uda coś więcej? Czas pokaże. Mocno trzymajcie za mnie kciuki! Wasze wsparcie jest dla mnie bardzo ważne. Tak jak podczas samego biegu, tak jak wszystkie Wasze komentarze już po ukończeniu.

P.S. Wielkie gratulacje dla Dagmary, dla której był to debiut w Rumnageddonie! Daga towarzyszyła mi przez całą trasę i byliśmy dla siebie wzajemnie supportem. To był Jej pierwszy Runmageddon, ale wiem, na pewno nie ostatni.

Pamiętajcie Runmageddon jest dla każdego! Dla Ciebie też!

A co dalej z Runmageddonami w tym roku? Koniec? A skądże. Jeszcze w listopadzie mała powtórka z rozrywki. Kolejny bieg z Runmageddonowymi przeszkodami jest w listopadzie, i w pięknym miejscu, bo na kopalni. Już 26 listopada w Pawłowicach na KWK “Pniówek” będzie edycja ‘górnicza’. Ciekawe jak będzie, został miesiąc przygotowań.

Kto się wybiera? Z kim się widzę na trasie?