Jack Strong

Siedem lat minęło…jak jeden dzień

W piątkowy wieczór Górnik Zabrze gra mecz z Arką Gdynia. Dokładnie 6 marca 2009 roku. Wszyscy już gdzieś wychodzą, to do klubu, czy właśnie na mecz, a ja do pracy. Zamiast być na tym meczu, ja zbieram się szychtę. Zmiana zaczyna się o 17:30, to najmniej lubiana zmiana przeze mnie z wszystkich jakie są możliwe. Pamiętam jak dziś, bardzo nie chciało mi się w ten dzień iść na kopalnię. Na miejscu podział zadań i obowiązków, zwyczajny dzień w pracy, zjazd na dół. Cała szychta zleciała praktycznie spokojnie, bez większych kłopotów.

Patrzę na zegarek już po północy, jeszcze chwila i trzeba będzie się zbierać na wyjazd. Ostatnie czynności, ostatnie sprawdzanie czy wszystko załatwione. Na dziś koniec.

Nagle… Huk. Stało się, wypadek, moja noga została zmiażdżona. O części, o tym co się działo chwilę później możecie przeczytać tu na moim  wcześniejszym wpisie o wypadku  http://jackstrong.pl/amputacja.

To był rok 2009. Mecz skończył się remisem, 2:2.

Ciężkie początki po amputacji

Chciałbym się teraz z Wami podzielić, w wielkim skrócie, co mnie spotkało przez ostatnie siedem lat. Siedem lat minęły bardzo szybko. Czasem się łapię na myśli, że wypadek był całkiem niedawno.

Noga nie odrośnie, najtrudniej przyzwyczaić do nowej sytuacji… Ale jak dziewiętnastolatek ma się przyzwyczaić do tego że teraz będzie nie miał nogi? Pierwsze trzy miesiące po amputacji to był najgorszy czas w moim życiu. Ogromny ból fizyczny i psychiczny, próba pogodzenia się z zaistniałą sytuacją, próba akceptacji nowego wyglądu. Gdzieś tam przewijała się nawet myśl, żeby to wszystko skończyć… Nie widziałem przyszłości.

Na szczęście miałem przy sobie rodzinę i liczne grono znajomych, którzy nie pozwolili mi się zamknąć w sobie. Dzięki nim uwierzyłem znowu w siebie i zacząłem powoli wracać do życia sprzed wypadku.

Pierwszą barierą, którą musiałem przebić to było wyjście do ludzi. Nie sądziłem, że będę przyciągał aż tyle ludzkich spojrzeń. Z czasem się do tego przyzwyczaiłem i nie sprawiało mi to większego problemu. Po kilku dniach chodzenie o kulach i skakanie na jednej nodze opanowałem do perfekcji. Zdarzały się mniej lub bardziej spektakularne upadki, ale szybko się zbierałem. By dalej walczyć.

Powrót na dwie nogi

Po kilku miesiącach poruszania się na kulach, odpowiedniego bandażowania i hartowania kikuta (o tym już niedługo przeczytacie na blogu) nadszedł czas na kolejny przełomowy etap w życiu po amputacji. Założyłem protezę. Proteza. Tak, znowu mam nogę. Co prawda trochę inną jak moja prawa, ale to nieistotne. Mogę chodzić. Początki są trudne, pierwsze kroki, całodobowa obserwacja kikuta, co się dzieje, co się zmienia, dlaczego puchnie kolano, dlaczego tu jest ciepła skóra… Masa pytań i nie na wszystkie mogłem sobie od razu odpowiedzieć. Bardzo dużo w tym okresie pomógł mi mój protetyk. Z każdym pytaniem mogłem się do Kuby zwrócić i zawsze dostawałem wyczerpującą odpowiedź. Pierwszy rok na protezie to tak naprawę ciągła nauka siebie na nowo. Powoli odkrywałem, że znowu mogę robić większość rzeczy, które robiłem przed amputacją.

Aktywne życie na protezie

Pierwszym sportem jaki wrócił do mnie po amputacji był trening siłowy. W nieużywanej piwnicy w bloku zrobiłem małą prowizoryczną siłownię i zacząłem ćwiczyć. Po wypadku przytyłem. Skoki wagi były nieuniknione. Ćwiczyłem ogólnorozwojowo,  dla lepszej siły i też dla wyglądu. Wzmacnianie nóg, to był jeden z elementów treningów. Po pewnym czasie zobaczyłem dość dużą asymetrię ud. Okazało się, że mięsień dwu- i czterogłowy lewego uda zanikają, nawet przy poruszaniu się na protezie. Wniosek był krótki – inny specjalistyczny trening tej partii mięśniowej. Na siłowni nie czuję żadnych barier związanych z moją protezą. Skupiam się trochę bardziej podczas treningu nóg.

12803977_10568934376853s89_630154289_n

Gdy tylko nauczyłem się dobrze chodzić na protezie, chciałem zobaczyć jak będzie z jazdą na rowerze. Pożyczyłem od młodszego brata rower i zacząłem jeździć. Kilka rowerowych sesji i okazało się, że należy dokładniej dopasować protezę dla takiej aktywności. Spadająca noga z pedału rowerowego? Żaden problem! Koszyczki na buty i proteza została ujarzmiona.

Z rowerem związana jest jedna z najprzyjemniejszych moich przygód na protezie. W wakacje 2014 roku wyznaczyłem sobie za cel przejechać rowerem całe Polskie Wybrzeże. Plan był taki: pociągiem ze Śląska do  Świnoujścia, a później to już rowerem. Przystanki były w Kołobrzegu, Jarosławcu, Ustce, Łebie. Nie ominąłem Helu, skąd prosto do Gdyni i dalej do Krynicy Morskiej. Dziennie pokonywałem około 100 km. Udało mi się dojechać do Pucka, tam odezwało mi się kolano w prawej nodze. Musiałem przerwać wycieczkę. Było to super doświadczenie i sprawdzenie siebie, swojej determinacji i siły.

20140823_160103

Całe życie uwielbiasz coś robić i nagle jest Ci to zabrane. Masz prawo się załamać. Myślałem, że już nigdy nie zagram w piłkę nożną… No jak? W protezie? A jednak można, co prawda nie w protezie, a o kulach. I jeszcze na jednej nodze! Półtora roku temu spotkałem dwóch zawodników AMP Fubolu, którzy namówili mnie na przyjazd na trening ich drużyny Husarii Kraków. Po treningu już wiedziałem, że mój rozbrat z piłką się skończył i ten stan trwa do dziś. W 2015 roku z Husarią zdobyłem pierwszy historyczny tytuł Mistrza Polski w rozgrywkach klubowych, przegrywając tylko jeden mecz. IMG_0250

Przed wypadkiem dużo biegałem, ale to był bieg tylko za piłką. Po wypadku zdarzało mi się wyskoczyć na pięciokilometrowy jogging, czasami zdarzały się też dłuższe odległości. Wszystko to na protezie, na której normalnie na co dzień chodziłem. Najwygodniej to się nie biegało, ale to była motywacja, by starać się o protezę do biegania. Taką specjalną, przygotowaną dla tej aktywności. W końcu udało mi się zdobyć protezę i coraz częściej biegałem. Kilka tygodni nauki biegania, tak od początku. Udało się! Teraz biegam już swobodnie, a  moim największym dotychczasowym osiągnięciem było ukończenie poznańskiej edycji biegów z cyklu Runmageddon.

64L4Z3

Życie osobiste

A co przez te siedem lat się zmieniło w życiu osobistym?  Tu napisze trochę mniej. Wydoroślałem. Z młodego dziewiętnastolatka mieszkającego z rodzicami stałem się pewnym siebie i twardo stąpającym po ziemi dojrzałym mężczyzną. Poznałem wspaniałą kobietę, która akceptuje w stu procentach moja niepełnosprawność. A za pół roku zostanie moją żoną.

12714273_10204320002079303_784749628_n

Przez te siedem lat wydarzyło się dużo, ale to tylko siedem lat, a czeka mnie jeszcze o wiele wiele więcej. Jedno wiem, że zawsze warto próbować i wyznaczać sobie nowe cele, nie stać w miejscu tylko się rozwijać. Utrata nogi mi tylko dała kopniaka w tyłek żeby zacząć działać i coś zmienić w życiu.

J.