Jack Strong

Garmin Iron Triathlon – sport po amputacji

Życie składa się z elementów, z celów które sobie wyznaczamy. Składa się też z marzeń, które trzymamy głęboko schowane w sercu. A największą przyjemność sprawia to gdy dokonujemy czegoś, czego nigdy, nikt by nie przypuszczał, że dokonasz.

Jak to się narodziło

Od momentu, gdy dostałem protezę do biegania coraz mocniej o tym myślałem i gdzieś tam rodziło się we mnie marzenie ukończenia triathlonu. To swoisty test dla siebie i swoich możliwości. Los chciał, że przy jednej z wizyt u protetyka byłem świadkiem rozmowy o triathlonie. Kuba z Pawłem, drugim protetykiem dyskutowali na temat jego startów w tym sezonie. Od słowa do słowa padła propozycja, żeby wystartować razem z Kubą i zadebiutować w tym roku triathlonie. Wspólnie wybraliśmy Garmin Iron Triathlon w Stężycy. Jak się powiedziało „A” to trzeba było powiedzieć i „B” zaczęły się przygotowania.

Przygotowania do triathlonu

Przygotowania zaczęły się od ułożenia plany treningowego. Co jakiś czas już wcześniej biegałem, jeździłem na rowerze czy pływałem więc można powiedzieć, że podstawy były. Teraz tylko to usystematyzowałem, zmieniłem dystanse i zwiększyłem intensywność. Jednak najważniejszym elementem przygotowań była proteza na rower, którą zrobiliśmy razem z Kubą. Kilka pomysłów, kilka testów i tak oto narodziła się „tyczka”. Była to duża zmiana w charakterystyce jazdy, zmiana na lepsze. O wiele mniejsza waga, większe przełożenie mocy amputowanej kończyny na pedał i dużo większa „pewność” niż na zwykłej protezie. Żeby nie było tak miło, że wszystko idzie dobrze. Na trzy tygodnie przed startem przytrafiła mi się kontuzja kikuta i brak możliwości biegania i jazdy na rowerze. Takie to uroki, jak się chce za bardzo to można szybo zrobić sobie krzywdę. Przez ostatnie trzy tygodnie w sumie tylko pływałem i trzymałem kciuki za to by kikut szybko się wyleczył. Na szczęście udało się i na starcie stanąłem już w pełni zdrowy.

13624484_1143517459022986_1350963226_n

Z Kubą podczas treningu na jeziorze.

13644132_1143517442356321_1739916470_n

A tak wyglądał mój „ekwipunek” do Stężycy

Start w zawodach

Już o 9 więc prawie na trzy godziny przed startem meldujemy się na miejscu zawodów. Pierwsze co mnie uderzyło to ilość ludzi. Wszystkie parkingi zapełnione, każdy prowadzi swój rower. Widok powalający.

13621550_10205204900241204_2019322357_o

Pora na mnie odstawiam swój rower na miejsce, przygotowuje protezy (ważne by wszystko ustawić w kolejności zakładania) widok mojego koszyk był nieco inny niż pozostałych zawodników. Większość miała tylko buty do biegania, skarpetki, czapkę i okulary. Ja jeszcze dwie protezy. 20 minut do startu i udajemy się w rejon jeziora. Na miejscu czas pożegnać się z protezą, ubrać piankę, czepek, okulary i zacząć rozgrzewkę przed startem. Stres nieziemski, serce waliło mi tak mocno, ze chyba słyszeli to wszyscy dookoła. Ustawiamy się na linii startowej – dystans pływania 475m, ja lekko wycofany z tyłu. Nie chciałem być kopnięty lub uderzony przez resztę zawodników. W sumie i tak tego nie uniknąłem 😉 Czas pływania jak na debiut bardzo dobry i jestem z niego zadowolony. Wyjście wody było o kulach, chwila biegu po piasku i zakładam protezę by dobiec do strefy zmian, która wcale nie była tak blisko jeziora.

fot.Pawel Naskrent/Maratomania.pl

fot.Pawel Naskrent/Maratomania.pl

Ufff! Pierwsza dyscyplina, ta której się najbardziej, obawiałem już za mną. Teraz będzie z górki. Dystans do strefy zmian to około 400m; wykorzystałem go, by wyrównać oddech i pobudzić nogi do pracy na rowerze. Pamiętając wszystkie rady odnośnie stref, na spokojnie (co kosztowało kilkanaście dodatkowych sekund) robiłem wszystko,co miałem zaplanowane. Szybko ściągnięta pianka (na szczęście mam krótszą nogę zeszła raz, dwa!), i kolejno, numer startowy, kask, okulary, i najważniejsze – w ręce proteza do roweru.

fot.Patrycja Pietrzak/Maratomania.pl

fot.Patrycja Pietrzak/Maratomania.pl

Tak wybiegłem ze strefy zmian teraz czas jeszcze na zmianę nóg. Zatrzymałem się przed „belką”, szybko odpinam moją zwykłą protezę do chodzenia, zakładam tyczkę na rower i jazda. Modliłem się tylko o to, by proteza była tam, gdzie ją zostawiłem. Będąc na rowerze czułem się bardzo dobrze i miałem dużo siły na trasę. Pierwsze kilometry pokonałem dość spokojnie by zobaczyć jak zareaguje organizm po wysiłku w wodzie. Na 5 kilometrze przyśpieszyłem i resztę trasy pokonałem w miarę jednym tempem.

fot.Piotr Naskrent/Maratomania.pl

fot.Piotr Naskrent/Maratomania.pl

Po dojechaniu do wspomnianej belki z moją protezą czekała już Kasia i trochę pomogła mi przy zmianie. Taki mały szybki pitstop, F1 wymieni opony w kilka minut, ja zmieniałem nogi:). Rowerowa noga coś się zablokowała i nie potrafiłem jej wypiąć z bloków. Po chwili wszystko było poprawne i mogłem wbiec z rowerem kolejny raz do strefy zmian. Rower udało mi się ukończyć w 53 minuty z czego również jestem najbardziej zadowolony, lecz teraz wiem, że można tu było urwać kilka minut mniej. Najważniejsze jednak było to, że dalej czułem się dobrze i miałem dość dużo siły. Przyszedł czas na kolejną wizytę w strefie zmian. Rower na stojak, kask na kierownicę. Zmiana prawego buta z rowerowego na biegowy. Musiałem zmienić liner i umyć kikuta przed założeniem protezy, siedem lat doświadczenia pozwoliło to zrobić sprawnej i szybko. Moja proteza do biegania już na nodze. Słonce prażyło niemiłosiernie, założyłem chustę na głowę i czas na kolejny już ostatni etap. Co ważne ta strefa zmian poszła mi dużo lepiej jak poprzednia.
Biegnę, dwie pętle po 2,5 km plus dobieg do mety. Niby dystans krótki ale po pierwszym kilometrze zaczynają się problemy.

fot.Patrycja Pietrzak/Maratomania.pl

fot.Patrycja Pietrzak/Maratomania.pl

Tak jak na poprzednich etapach czułem się dobrze, tak już podczas biegania zaczyna mi brakować lekko sił. Marzę tylko by być już na mecie. Udało mi się dobiec do drugiego kilometra i musiałem przejść do marszu by trochę odpocząć. Tak też wyglądał już mój „bieg” do końca, kilkaset metrów biegu i kilkadziesiąt marszu. Jak na złość już pod sam koniec zaczęła się odzywać kontuzja kikuta. Wiedziałem jednak, że to już końcówka i najważniejsze to dobiec do mety, czas był drugoplanowy. Udało się ostatnie okrążenie za mną, został tylko dobieg do mety. Kibicowali mi przyjaciele, miałem przez chwilę support na trasie biegowej. Ostatkiem sił i ze wsparciem kibiców wbiegłem na metę.

fot.Pawel Naskrent/Maratomania.pl

fot.Pawel Naskrent/Maratomania.pl

fot.Pawel Naskrent/Maratomania.pl

fot.Pawel Naskrent/Maratomania.pl

To czego się nie spodziewałem to dość słaby wynik biegu. Przed startem byłem przekonany, ze ten etap pójdzie mi dobrze. Myślałem, że jak przepłynę i przejadę rowerem i przejdę do biegania to będzie już z górki. siły mnie opuściły w jednej chwili, przyszedł kryzys i był ze mną już do końca. Wielkim wsparciem byli wszyscy zawodnicy których spotkałem na zawodach. Tyle ciepłych i motywujących słów podczas jazdy na rowerze, a przede wszystkim już podczas biegu pozwoliło mi wyciągnąć z siebie jeszcze trochę. Udało mi się dobiec i ukończyć triathlon. Na mecie czekał już na mnie Kuba, któremu też udało się ukończyć swój debiut, czego mu bardzo gratuluję.

fot.Pawel Naskrent/Maratomania.pl

fot.Pawel Naskrent/Maratomania.pl

13589065_10205187965617849_2031920369_o

Podsumowując cały start jestem z niego zadowolony. Mam wyznacznik do którego mogę się odnieść przygotowując się do kolejnych startów. Wiem nad czym muszę jeszcze dużo popracować, co zmienić by osiągnąć lepsze czasy. To była dobra lekcja pokory, samozaparcia i walki samym z sobą. Walki którą udało mi się wygrać, a wiem, że jeszcze nie raz stanę z nią w szranki.

Piątka i gratulacje od zwycięzcy – bezcenne.

13625085_1143517419022990_1519933190_n

Z Filipem Przymusińskim, zwycięzcą dystansu 1/4 IM

Na koniec, chce podziękować dla Kubie za to ze był tam ze mną, ze pomógł mi w przygotowaniach, zawodnikom za motywację na trasie, kibicom za świetny doping. Ogromne podziękowania należą się organizatorom cyklu GARMIN IRON TRIATHLON za możliwość debiutu.