Jack Strong

Z kim rozmawiać o amputacji

Znajdując się w zupełnie nowej, nieznanej sytuacji, nie mając pojęcia co dalej instynktownie szukasz przewodnika. Dla dziecka poznającego świat takim przewodnikiem są rodzice, dla uczącego się jazdy samochodem – instruktor, dla pasażera samolotu – stewardessa. To dzięki wskazówkom przewodnika powoli uczymy się tej nowej sytuacji. Z kim rozmawiać o amputacji ?

 szpitalne rozmowy

Wizyty w szpitalu nie są przyjemne, szczególnie, że jesteś w zupełnie nieznanym miejscu… Kolejny raz musisz opowiedzieć co się stało, dlaczego nie masz nogi, i skąd wziął się ten potężny siniak pod kolanem…. Nie zawsze przecież mam dostęp do przystosowanej łazienki dla niepełnosprawnych (nie mogę tego wymagać w domu u rodziny, czy u teściów, choć każdy stara się jak może), o upadek pod prysznicem nie trudno. Jednakże, ta ostatnia wizyta na oddziale ortopedii na drugim końcu Polski, miała dla mnie inne, ważniejsze znaczenie. Już uporałem się z dokumentacją, już prawie wychodziłem do domu, kiedy zatrzymała mnie pielęgniarka i szeptem do mnie: „Przepraszam, mamy na oddziale chłopaka, świeżo po amputacji, może mógłby Pan zamienić z nim kilka słów? Myślę, że to dużo by mu dało, Pan tak dobrze wygląda, a my już próbowaliśmy i psychologa i rozmowy z rodziną i jakoś to trudno nam idzie. A przecież Pan jest w tej samej sytuacji, może mu to coś ułatwi, może Pan go poprowadzi…?”

jak się rozmawia z amputantem?

Zgodziłem się od razu. Właściwie taką rozmowę już kilka razy odbyłem z osobami „świeżo” po amputacji. Zawsze jednak były to rozmowy na prośbę rodziny czy znajomych samego amputanta. Pojawiałem się dzięki pomocy poczty pantoflowej. Jednak pierwszy raz spotkałem się z tym, że to personel szpitala prosi o taką pomoc. Zazwyczaj miałem też minimalną wiedzę na temat osoby z którą mam rozmawiać, co się stało, jaki jest stan fizyczny i psychiczny. Tym razem to była rozmowa tak znienacka, spontaniczna.

przecież sam szukałem kiedyś tych informacji

Rozmawiałem też z psychologami, psychiatrami. Sugerowano mi nawet terapię grupową, ale nie skorzystałem z tej jakże interesującej propozycji. Mi dużo pomógł mój protetyk – Kuba, który swoim taktownym i uprzejmym podejściem podczas pierwszego spotkania pozwolił mi zacząć rozmowę od tych tematów, które były dla mnie łatwe, by później przejść do problemów… Ta specyficzna więź, jaka się między nami zawiązała, bo przecież z Kubą współpracuję od początku mojego jednonogiego życia, pozwoliła mi słuchać Kuby jak rozwiązać dany problem, ale i pytać o rady w różnych kwestiach, choćby i aktywności sportowej czy pielęgnacji. Jednak doszedłem do wniosku, że najlepiej rozmawia się mi z moimi współtowarzyszami życiowej sytuacji, czyli z ludźmi takimi jak ja, z amputantami. Wymiana doświadczeń, rady, rozmowy i analizowanie różnych sytuacji życiowych – to bezcenne doświadczenie. Osoba pełnosprawna, na dwóch nogach, nawet jeśli ma wiedzę w takich tematach, to nie ma jednak tego praktycznego odniesienia, tego doświadczenia.

AOA

Fundacja Jaśka Meli „Poza Horyzonty” w ubiegłym roku zorganizowała pionierski kurs „Adapter Osoby Amputowanej” (AOA). Kurs trwał prawie 10 miesięcy, dwa razy w miesiącu weekendowe zjazdy. To spore wyzwanie, zaplanować rok do przodu tak, by nie kolidowało to z innymi zobowiązaniami (bo jednak w tym roku dużo było mniejszych i większych celów do zrealizowania), jednakże razem z Kasią zapisaliśmy się na ten kurs. Każdy zjazd to ogrom wiedzy. Część zagadnień znałem z autopsji, część była dla mnie nowością. Kurs ukończyliśmy w czerwcu. W grupie byli ludzie związani zawodowo z amputantami, fizjoterapeuci, protetycy, studenci fizjoterapii, których amputacja zainteresowała. Spora dawka wiedzy, która tam przekazali nam eksperci z Fundacji, pomogła mi przeanalizować niektóre swoje zachowania, a także dobrze zrozumieć sytuację.

głowa do góry

Mój rozmówca na początku był lekko nieufny, gdy jednak zauważył, że też nie mam nogi – jego podejście do rozmowy zmieniło się o 180 stopni.  Z wielkim zaciekawieniem przyglądał jak się poruszam (specjalnie nie siadałem, żeby mógł zobaczyć, że nie kuleje przez protezę, a chód i postawa jest anatomiczna), jak zmieniam ciężar oparcia z nogi na nogę. Jeszcze z większym zaciekawieniem słuchał o życiu po amputacji, że to wcale nie jest koniec, że to dopiero początek życia. Gdy wychodziłem z sali, na jego twarzy pojawił się uśmiech. Taki, wiecie, z nadzieją, że będzie lepiej.